Człowiek jako zagrożenie, czyli o filmie The Square

07 października

Ostrzegam: SPOILERY.

Dla mnie film roku, bardzo zwięźle stawiający pytania o kondycję człowieka, jego relację oraz istnienie w społeczeństwie. Dawno nie spotkałam się z tak niewymuszoną formą i luźną strukturą, jednocześnie bogato przepełnioną porażająco aktualnymi problemami.

Uważam, że podstawowym zagadnieniem The Square jest myślenie o drugim człowieku jako zagrożeniu, co dosłownie wybrzmiewa  z ust Christiana, głównego bohatera - dyrektora szwedzkiego muzeum sztuki współczesnej. Ruben Östlund- reżyser filmu skupia się na tej rosnącej z czasem tendencji, której przyczyny oraz skutki bardzo wnikliwie analizuje i bardzo jasno ocenia, ale pozostawia również pole do interpretacji widzowi. W niezliczonych scenach obnaża się obawę człowieka przed ludźmi niższego stanu społecznego, zarówno biorąc pod uwagę swoje dobra materialne, jak i fizyczność, strach przed plotką, brak zaufania dla ludzi żebrzących, których traktuje się z mieszaniną pogardy, obojętności i wyższości.  Ludzie boją się zostać upokorzeni lub wykorzystani, obawiają się atawizmów w zachowaniu innych. Poczucie zagrożenia sięga zenitu w scenie, której główny bohater nie chce oddać zużytego kondomu swojej partnerce, by ta go wyrzuciła. A nuż go jakoś wykorzysta...?

Elementy świata współczesnej sztuki: kierunek, idea, wytwór, klika ludzi, stwarzają płaszczyznę do ciągłego podkreślania, dlaczego nie ufamy sobie nawzajem. Ludzie nie wierzą drugiemu człowiekowi, bojąc się jego nieoczekiwanej, skrywanej natury, która niewiele różni się od zwierzęcej. Uciekając w świat przeintelektualizowanej sztuki, człowiek podkreśla swoją wyższość ponad innym, stwarzając wrażenie obycia - wszak jesteśmy jedynym gatunkiem, który potrafi myśleć abstrakcyjnie i wytworzył kulturę. Ale czy to nie kolejna próba ukrycia czegoś, zamalowania, wytworzenia iluzji?  Przecież szympans też może Cię narysować - jak bardzo jego rysunek będzie się różnił od kupki żwiru opatrzonej napisem "you have nothing" usypanej w sterylnych i skandynawskich wnętrzach muzeum? Obrywa się sztuce pustej, która nie buduje żadnej wrażliwości - odstrasza lub ciekawi tylko na tyle, by zrobić zdjęcie opatrzone hasztagiem #wtf. Wywiad przeprowadzony z głównym bohaterem w pierwszych scenach filmu dobitnie podkreśla bełkot, jaki kryje się za współczesną twarzą sztuki oraz interpretacją jej wytworów, niezrozumiałą również dla ludzi teoretycznie posiadających wiedzę na ten temat.


Nie bez powodu wiele piętnowanych zachowań i reakcji bohaterów odbywa się w otoczeniu współczesnych instalacji lub muzealnych przestrzeniach. W kontraście do wybujałego intelektualnego ego, pojawiają się sylwetki bardzo płytkie oraz niedojrzałe emocjonalnie - poprzez miejsce akcji ten fakt zostaje jeszcze bardziej zwielokrotniony. Anne wyznaje Christianowi, że nigdy nie poczuła tak dużej więzi z mężczyzną, mimo że ich kontakt ograniczył się do kilku przypadkowych zbliżeń, a najdłuższa rozmowa, którą wykonali była tą, podczas której przeprowadziła z nim wywiad dla telewizji. Najważniejszym punktem otwarcia wystawy jest catering, co kuriozalnie podkreśla żywo ruszający do stolików tłum, chwilę temu apatycznie słuchający przemówienia dyrektora muzeum. Również fałszywa tolerancja dla odmienności innych staje niczym ość w gardle. Niby każdy nie ma problemu z tym, że podczas spotkania autorskiego jeden  uczestników chorujący zespół Tourette'a nie może powstrzymać swoich odruchów, ale zażenowanie i niesmak na twarzach innych jest trudny do ukrycia.

Wyjdźmy za mury muzeum, czy jest lepiej? Ani trochę. Człowiek przeprasza, nie dlatego, że zdał sobie sprawę, że wyrządził przykrość innemu człowiekowi i chce mu to wynagrodzić, ale dla własnej wygody, samopoczucia, pokazania się w lepszym świetle innym i uciszenia wyrzutów sumienia. Podobnie jest z obdarowywaniem - robi się to dla podbudowania własnego ego. Świetnie ilustruje to zachowanie w stosunku do osób żebrzących. Mam dobry dzień, miałem szczęście, będę piękny i kryształowy, masz tu dwudziestkę, o i jeszcze jedną, a co tam, bierz kolejną. Boże, jakim jestem dobrym człowiekiem. Wystarczy sytuację odwrócić, by to żebrzący poprosił o coś do jedzenia. I to nie o cokolwiek, ale coś konkretnego. Zacznie wybrzydzać. Cooo? Tego nie chcesz? Będziesz jeść, co Ci kupię, trochę więcej szacunku, w końcu cię ratuję. Ludzka dobroczynność oraz troska stają się wartościami wątpliwie bezinteresownymi i położone na szali wygody osobistej oraz czyjejś, prawdopodobnie podkreślą egoistyczne pobudki obdarowującego.


Płytkość emocjonalna i znieczulica paradoksalnie najlepiej została zobrazowana (nie)udaną kampanią marketingową nowej wystawy w social mediach. O ile reaguje się niewidzącym spojrzeniem na ludzką krzywdę w obliczu rzeczywistych i rozgrywających się obok nas wydarzeń, tak pewne hamulce w social mediach nie istnieją. Ta sama osoba, która zignoruje krzyk "pomocy, pomocy!", z dużą dozą prawdopodobieństwa zaangażuje swój czas i energię w komentowanie kontrowersyjnych materiałów w sieci, wyleje swoją frustrację i energię, aktywnie weźmie udział w dyskusji o tym, jak bardzo "ktoś ma chory umysł", podkreśli, że "takie rzeczy nie powinny ujrzeć światła dziennego" lub wyrazi nadzieję, że ktoś "zgnije w piekle lub chociaż straci pracę". Niesamowite, jak bardzo ludzie oddalają od realnych konfliktów i zagrożeń, odwracają wzrok i znieczulając się na nie. Nie jednak tracą rezonu w Internecie, bezbłędnie wskazując na rzeczy niemoralne oraz z upodobaniem maniaka udostępniając na swoich profilach zdjęcia zmasakrowanych zwierząt, makabrycznych morderstw, wygrażając jednocześnie wirtualną pięścią.

Jeśli jesteśmy już przy znieczulicy, a wcześniej wspomnieliśmy o strachu przed ludźmi i ich atawizmami warto pochylić się nad królową scen w The Square, czyli performancem podczas uroczystej kolacji celebrującej nową wystawę. Półnagi artysta udający małpę, przechadza się po sali, w której znajdujący się goście początkowo reagują śmiechem i politowaniem na tę formę rozrywki. Performance jest gałęzią sztuki, podczas której jednocześnie można zaobserwować proces oraz rezultat, co w teorii jest interesujące i może nieść wartości artystyczne. Ponadto raczej nigdy nie będzie to akt możliwy do powtórzenia - staje się jednorazowy, a tym samym zyskuje na aurze wyjątkowości i tajemnicy. Współcześnie często spotykamy się ze zjawiskiem, że sztukę uprawia się, jednocześnie angażując w nią widza, wciągając jego reakcje do struktury dzieła i tworząc z nich integralny element. Performance czynnie angażujący widza, stawia pytanie - na ile tak naprawdę jest to działanie naruszające prywatną przestrzeń obserwatora? Kojarzycie pranki, ukrytą kamerę, abstrakcyjne rozmowy telefoniczne puszczane w radiu, newsfeedy zawalone treścią, której nie życzysz sobie oglądać (jak wyżej: morderstwa na wizji, oskórowane zwierzęta itd.). No właśnie, to całkiem podobny grunt. W The Square performer pozwala sobie na co raz więcej, wciągając w grę widzów - narusza fizyczną przestrzeń zaczynając od poszturchiwania, hałasów, rozbijania zastawy. Brak reakcji widowni, która nagle zamienia się ślepy i nieruchomy tłum, jeszcze bardziej podkręca jego zachowanie. Powraca, jak bumerang problem anonimowości w tłumie oraz lęk przed zwierzęcą naturą człowieka. Lepiej ukryć się tłumie, nie wchodzić w interakcję z niczym, co nie bazuje na ustalonych zasadach. Z kolei sam wybór tematu performance'u podkreśla, że mimo strachu ta część ludzkiego pochodzenia fascynuje, a nieruchomość tłumu może w sobie zawierać pierwiastek niezdrowego zaciekawienia. Czym wytłumaczyć tak długi czas reakcji na to, co się dzieje później? Człowiek-małpa atakuje kobietę, próbując ją zgwałcić na oczach ponad setki wysublimowanych, dystyngowanych ludzi, którzy wiedzą, jakiego użyć widelca do jedzenia ryby, ale potrzebują dużo czasu by zareagować na ludzką krzywdę dziejącą się tuż pod ich nosem. Ile to razy widzi się gapiów, którzy tylko obserwują, ale nie pomagają? Brzmi podobnie? Może w tym performancie właśnie o to chodzi - o ćwiczenie dawno zatraconych moralnych strun?


Ale żeby tylko nie pozostawiać w sferze teorii i gdybania, pozwolę sobie wyrazić, co ta scena sprawiła mnie, jako człowiekowi. Jest to moja osobista interpretacja i zastanawiam się, na ile jest to tylko moje wrażenie, a na ile intencjonalne działanie reżysera. Może właśnie Rubenowi udało się przeciwstawić swoje zaangażowane kino pustce sztuki współczesnej i paradoksalnie wykorzystać jego flagowy produkt (performance) do poruszenia czegokolwiek w widzu.  Podczas trwania sceny, jako obserwator siedzący w ciemnej sali kinowej, poczułam się siłą wciągnięta do akcji - dość ciemna w kolorach scena filmu oraz przestrzeń, w której się znajdowałam, sprawiła, że te dwa obszary zlały się w jedno i podobnie jak bohaterowie-widzowie w filmie, stałam się biernym uczestnikiem spektaklu. Miałam jednak ten komfort, że nie muszę reagować, choć uczucie, jakie szybko we mnie uderzyło podczas oglądania na ekranie próby gwałtu, podkreśliło przewrotną ludzką (?) naturę. Naprawdę nie jest trudno zauważyć, w jakim kierunku zmierza akcja. Jako widz spodziewam się tego. To co mnie zszokowało, to wrażenie absolutnej niemocy i chęć krzyczenia "o Boże, zróbmy coś, dlaczego oni tylko patrzą?!". Czy to nie był prztyczek reżysera wymierzony mi prosto w nos? Teraz chcesz reagować, a co jeśli znajdziesz naprawdę w takiej sytuacji? Zaistniały się niesmak i niewiara wobec własnych odruchów towarzyszyły mi jeszcze długo po seansie.


Ocena człowieka w The Square nie ma w sobie nic z optymizmu. Bohaterowie Rubena Östlunda są w słabej kondycji moralnej, nie zdają sobie sprawy ze swoich niedostatków, perspektywę okręcają na swoją modłę i stawiają siebie w epicentrum wszystkich światów. Nigdy nie jest to tytułowy kwadrat, w którym wszyscy mamy równe prawa i obowiązki. Epicentrum świata współczesnego człowieka jest miejsce, gdzie jego prawa mają wyższość nad prawami innych, gdzie mogą się alienować i nie ufać. I choć reżyser skupił się na wąskiej grupie Szwedów - co prawda stereotypowo - oddających dystans i lęk przed drugim człowiekiem, to wymowa całej historii jest bardzo globalna, lub co najmniej zachodnioeuropejska. Udało się to głównie dzięki otwartej strukturze filmu, pozwalającej stworzyć wrażenie, że obejrzana historia, to tylko jedna z wielu. Oczywiście, The Square bywa przejaskrawione, wyolbrzymione, podkoloryzowane a czasem wręcz surrealistyczne, ale w mojej ocenie odbywa się to idealnie wzdłuż wytyczonej granicy, pozwalając na klarowną ocenę poruszanych problemów. Za dużo jest tu konsekwencji, nie ma scen i dialogów, które istnieją w oderwaniu od głównej osi filmu. Jednym słowem, chapeau bas! The Square jest absolutnie zasłużonym zwycięzcą tegorocznego festiwalu w Cannes i cieszę, że takie filmy powstają. Jest niewygodny, z lubością piętnuje w ludziach wszystko, co współcześnie najgorsze i jest cudowną odpowiedzią na intelektualną głusz sztuki współczesnej.

PS Nie, nie uważam, że sztuka współczesna to dno. Skupiłam się na tym, co miał do powiedzenia reżyser, co jednak nie zmienia faktu, że wiele jego opinii podzielam. Ruben Östlund powtarzał w wywiadach, że przygotowując się do realizacji filmu, zwiedził mnóstwo muzeów sztuki współczesnej i w każdym znalazł dwie rzeczy: lustra i żwir.  Ja też zaglądam do każdego napotkanego licząc, że tym razem znajdę coś więcej, coś co poruszy jakiś cienki nerw. Nie poddaję się.

Zdjęcia pochodzą z filmu The Square i są materiałami promocyjnymi. Autor zdjęć: Fredrik Wenzel.

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj