Djurgården - gotyckie zamczysko, renifery oraz wrak XVII-wiecznego okrętu

22 marca

Djurgården jest stanowczym argumentem, by pojechać do Sztokholmu latem, ponieważ przejściowa, zimowo-wiosenna aura odbiera jest sporo uroku. Polska nazwa to "zwierzyniec", co prawdopodobnie nawiązuje do historii miejsca, gdzie król szwedzki trzymał kolekcję zwierząt m. in. łosi, jeleni i reniferów. Prawdopodobnie o każdej porze roku wyspa jest obiektem pielgrzymek całych rodzin, choć atrakcje nie są przewidziane tylko i wyłącznie dla najmłodszych. Dojazd jest prosty (jak wszędzie w Sztokholmie). Świetnie jeśli uda się wam trafić na stary, zabytkowy tramwaj 7, który podobno jeździ tylko sezonowo. Przedsmak wehikułu czasu macie zapewniony już u samego początku.






Zdecydowanie jeden z moich faworytów jakichkolwiek atrakcji w Sztokholmie. Ponure, zbudowane w gotyckim stylu gmaszyszko, przywodzące na myśl hogwarcki zamek, gdzie znajdują się zbiory dokumentujące kulturę Szwecji od XVII wieku do czasów współczesnych. W praktyce: dużo pięknych stroi, biżuteria warta miliony monet, mnóstwo zastaw stołowych, przedmiotów, zabawek i mebli oraz całkiem sporo odtworzonych pomieszczeń - wszystko to w przekroju czasowym. Nie byłam w stanie odejść od domków dla lalek, czy zdobionych talerzyków, nie mówiąc już o biżuterii lub wymyślnych ozdobach do włosów. Wspominałam już, że Szwedzi poczucie estetyki mają w genach i zbiory tego muzeum dobitnie to podkreślają. Wszystko zdaje się być w punkt, idealnie dopasowane, wymierzone, w sam raz. Ponadto podczas naszych odwiedzin można było zobaczyć wystawę o świetle. Autorzy przekrojowo wskazują na źródła światła, z których korzystali ludzie żyjący na Półwyspie Skandynawskim począwszy od czasów dawnych, poprzez wejście w powszechny użytek świec, żyrandoli, lamp naftowych, kończąc na elektryczności i refleksji, czy może aktualnie światła nie jest w naszym życiu za dużo.
Ceny biletów: 100 koron (ok. 45-50 zł), poniżej 18 roku życia: za darmo.
Godziny otwarcia: Pon-Ndz: 10:00-17:00 (w środy w okresie od października do maja, w godzinach 17:00-20:00 wejście jest za darmo).








Szpilki do koków





Domki dla lalek



Jest i mops!


Siedziałabym
Jadłabym (z tego)

Wystawa o świetle



Duma Sztokholmu, najbardziej unikatowe muzeum, jakie widziałam. Nie w każdym miejscu na świecie jedynym eksponatem do oglądania jest autentyczny wrak okrętu wydobytego z dna morza i odrestaurowanego dla zwiedzających. Ja przynajmniej o takim nie słyszałam i to niezła gratka dla znudzonych "typowymi" muzeami. Mimo, że muzeum jest o profilu marynistycznym, to nie trzeba być fanem tematu, by się zachwycić. Człowiek zaczyna czuć respekt dla jakiegokolwiek rzemieślniczego wyrobu człowieka, gdy stoi u samego dna kadłuba na wprost rufy, podnosi głowę i zdaje sobie sprawę, że statki budowano kiedyś za pomocą ludzkich rąk wysokie niczym wieżowce i cholernie przykro, że coś tak genialnego mogło zatonąć w pierwszych minutach swojego dziewiczego rejsu. To, że ktoś trochę nawalił w obliczeniach, to inna sprawa i budzi trochę odmienne refleksje.
Ceny biletów: 130 koron (ok. 60-65 zł), studenci 110 koron (50-55 zł), poniżej 18 roku życia: za darmo.
Godziny otwarcia: Pon-Ndz: 10:00-17:00







Skansen
Początkowo nie mieliśmy zamiaru tam iść, bo słyszałam, że o tej porze roku to strata pieniędzy - zwierzęta są pochowane i wszystko jest zamknięte na głucho. Przekonało nas Instastory przypadkowego odwiedzającego to miejsce, który umieszczał zdjęcia reniferów - chyba jednych z najpiękniejszych zwierząt na Ziemi. Pogoda dopisała, było bardzo słonecznie, więc spacer na obszarze Skansenu okazał się niezłym pomysłem. To prawda, że wiele atrakcji było zamkniętych (część gastronomiczna, karuzele i inne sprzęty rozrywkowe dla najmłodszych), a budowle, z których słynie Skansen, raczej nie wyglądały zachęcająco. Sporo zwierząt również nie zaszczyciło nas obecnością, ale mieliśmy szczęście, jeśli chodzi o typowo skandynawskie zwierzęta typu łosie, niedźwiedzie i właśnie renifery. Spotkane przez nas osobniki były albo bardzo młode albo niedawno zrzucały poroże, ponieważ aktualne było dość skromne. Udało się również pooglądać żubry oraz kilka zwierząt hodowlanych. Szczerze zainteresowały mnie miejsca, w których pracownicy przebrani w ludowe, regionalne stroje inscenizowali sposób życia w dawnych osadach lub obozach wędrownych. Bardziej zainteresowani mogli posiedzieć z nimi przy ogniu w szałasie i spróbować opiekanej na ogniu... wiewiórki.
Ceny biletów: 120-180 koron (ok. 55-90 zł) w zależności od miesiąca, studenci, grupy, emeryci: 100-160 koron (45-80 zł), dzieci 4-15 lat: 60 koron (25-30 zł)
Godziny otwarcia: trzeba na bieżąco sprawdzać, bo od stałych godzin jest wiele wyłączeń w zależności od miesiąca lub świąt.











Inne atrakcje, których nie mieliśmy okazji zobaczyć to: Muzeum Abby, Muzeum Biologii, Gröna Lund (genialne wesołe miasteczko otwarte od końca kwietnia!), Cyrk, Akwarium oraz Junibacken. Są na celowniku podczas następnej wizyty.

















zdjęcia: Michał i ja

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj