Typy introwertyków

26 stycznia

Potrafię wybrać zejście schodami, jeśli okazuje się, że winda jedzie już z jakimś pasażerem i odrzucam nieznane numery nawet nie zastanawiając się, kto to mógł być. Wyjazdy z więcej niż jedną osobą są dla mnie nie do przyjęcia oraz potrafię spędzić cały dzień w domu gotując, nie odzywając się nawet do męża. Lubię toczyć bitwy z samą sobą we własnej głowie, a po pobycie w miejscach bazujących na interakcji, która nie jest naturalna i swobodna, czuje się wyczerpana, jak po dwugodzinnym wf-ie w liceum (i to bynajmniej nie fizycznie). Nie zadaje pytań "co słychać?", bo średnio mnie interesuje gadka o niczym, przez co wychodzę na gbura. Jestem introwertykiem i przejawiam - czasem dla siebie samej - śmieszne i irracjonalne zachowania, które na ogół w sobie lubię. Ale to tylko ja.


Zdałam sobie sprawę, że przez całe życie spotkałam tylu ludzi, którzy na fali "introwersja-ekstrawersja" kategoryzowali siebie, jako introwertyków, że mówienie o nas tylko, jako "żyjących do wewnątrz" jest grubym niedopowiedzeniem, a stwierdzenie, że tylko introwertyk zrozumie introwertyka jest największym kłamstwem wszechczasów. Nie rozumiem połowy spotkanych w życiu introwertyków, ale może to kwestia grupy, do której się zaliczam. Wśród introwertyków mamy taką różnorodność, że grzechem byłoby tego nie uporządkować. Dlatego postanowiłam popełnić ten tendencyjny i przejaskrawiony spis - ale bazujący, a jakże, na życiu, namacalnych osobach i sytuacjach. W tym mnie. Jako, że jest jedna rzecz, która nas wszystkich łączy, czyli wrażliwość, podkreślam - porzućcie powagę, dystans wskazany!

1) EKSPERT
Znawca z rozdmuchanym ego, przekonany o słuszności swoich racji i zamęczający otoczenie nowinkami i ciekawostkami ze swoich ulubionych dziedzin. Dziedziny te nie mogą być zrozumiałe i atrakcyjne dla ogółu, muszą być maksymalnie nerdowskie, pokręcone i dziwaczne jak np. komiks z okresu osiemnastowiecznych Chin, filmy noir, ale tylko z pierwszych 20 lat istnienia gatunku, bo potem wiadomo - noir się skończyły, polska literatura fantastyczna, czy też muzyka plemion południowej Kenii. Każdą towarzyską rozmowę sprowadza do aluzji na temat rzeczy, które go interesują, w chwili ciszy wtrąca znaczącą uwagę o nowych rdzeniach procesorów Apple'a, ot tak mimochodem. Może ktoś podchwyci. Dziwnym trafem, tak się nie dzieje. Z uporem szaleńca wdaje się w dyskusje zapalne na temat tego czy Rick Deckard był androidem, czy Teddy Daniels był pacjentem szpitala psychiatrycznego czy też może szeryfem i wyjaśnia dlaczego Cooper został uwięziony w regale książek. Średnio zsocjalizowany, ale nie stroni od interakcji, w której może się wykazać wiedzą. Paradoksalnie typ introwertyka, który najczęściej powtarza, że nikt go nie rozumie i pogadałby z kimś o wnętrzu swojej głowy, ale podpis pod profilowym "i nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat" wyprowadza nas z błędu.

2) KOMPAN
Typ jednostki z inteligentnym poczuciem humoru, posiadacz zdania w kwestiach, które żywo go interesują i na których się zna, ale nigdy nie będący agresorem w dyskusji. Powściągliwy, z pasjami, które zarażają innych w sposób naturalny oraz z przyjaciółmi dobranymi na skutek naturalnej selekcji wynikającej z przywiązania i sympatii. Bez trudu odnajdujący się w samotności, ale też w gronie zaufanych mu ludzi. W jego otoczeniu zawsze można liczyć na normalną dyskusję, bez cienia głupawych, sarkastycznych komentarzy, gdzie nie ma wiecznego podkreślania "ja, ja, ja, ja". Żywo biorący udział w rozmowie poprzez zadawanie pytań. Przyjaciele do grobowej deski lub do pierwszego i ostatniego złamania zasad przyjaźni. Patrzysz na takiego i wiesz, że ma jakąś tajemnicę, coś co może Cię w nim zainteresować. Nie wiedzieć czemu najczęściej z sinusoidalnym poczuciem wartości i pewności siebie, z których zwierzą się raz na dziesięć lat.

3) ANALITYK
Bywają też freakowi planerzy, mający zawsze plan B, C i ewentualnie D, rozczytujący się w rozkładach jazdy, kalkulujący, organizujący wyjazdy, plany dnia, jadłospisy na cały tydzień. W szkole mieli najlepsze notatki, pełne podkreśleń, strzałeczek, podpunktów i wykresów - w pracy i życiu prywatnym nie mogą żyć bez to-do-listy. Nie są specjalnie empatyczni, subtelność nigdy nie była ich dobrą stroną i mierzi ich na samą myśl, że mają zgłębiać meandry czyiś wewnętrznych dramatów zamiast, dajmy na to, tutorialu o nieznanych funkcjach w Photoshopie. Stronią od ludzi emocjonalnie skrajnych, wystarczą im ich własne, rozbiegane we wszystkie strony pomysły, myśli i uczucia. Dlatego na stwierdzenie "hej, jest mi smutno" cisną im się na usta odpowiedzi typu "to przestań". Zdają sobie sprawę, że to niczego nie załatwi, więc analitycznie próbują dojść do przyczyny owego stanu, a następnie przedstawić realne pomysły na pozbycie się problemu. Okazuje się, to tak samo niepożądane jak zwrot "to przestań". Kiedyś zdadzą sobie sprawę, że zadanie pytania "czy mogę zrobić coś by było Ci lepiej?", przytakiwanie przy "wygadywaniu się" drugiej osoby oraz trzymanie swojej paszczy zamkniętej  jest bardziej na miejscu.



4) DOMATOR
Dom jego tam, gdzie jego hygge. Najbardziej zbolały faktem stanu rynku pracy i tego, że starcza mu energii i przedsiębiorczości tylko na okupowanie etatu. Szczytem codziennych celów jest pozostanie w kokonie koca, otoczonym szańcem sprzętów w postaci laptopa/tabletu ze stałym dostępem do Internetu, by móc oglądać seriale i filmy o ludziach, którzy wyszli poza swoją strefę komfortu. Wyjście do osiedlowego sklepu lub odebranie telefonu może przynieść złamanie pieczołowicie dopieszczanej aury - a nóż, kogoś spotka, a nóż, ktoś zaproponuje kawę po południu. W centrum miasta. W godzinach szczytu. Miejscu pełnym rozkrzyczanych ludzi. Nie, nie, nie. Wróćmy do hygge. Do koca, książki, serialu i gofrów. Skrytym pragnieniem jest mieszkanie na odludziu ze stałym dostępem do Internetu, ale wizję burzy fakt, że na to wi-fi też trzeba zarobić. Niestety wszystkie atrakcyjne zawody, które ewentualnie mogłyby go cieszyć i tak wymagąją opuszczenia strefy komfortu. Błędne koło beznadziei.

5) WIDMO
Są też i tacy, których barwy głosu nigdy nie poznałam. Przy takim typie nawet ja wychodzę na ekstrawertyka. Milczący, porusząjący się tak cicho, że idzie dostać zawału serca, gdy nagle wyrosną obok Ciebie. Istniejący tylko w przestrzeni szkolnej, uczelnianej, pracowniczej. Poza tymi miejscami nigdy ich nie spotkałeś. Żyjący w swoim, bardzo głośnym świecie myśli, które poznać jest szalenie trudno, bo niestety interakcja jednostronna na niewiele się zda. 

Tyle ode mnie. Kto dorzuci więcej? ;)

fot. Michał

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj