Noworoczny detoks cukrowy

16 stycznia


Już drugi raz z rzędu postanowiłam wziąć udział w Noworocznym detoksie cukrowym organizowanym przez Kasię z cookitlean. Detoks rozhulał się w najlepsze po Internecie, z fejsbukowego wydarzenia wali po oczach ogrom inspiracji, a po wędrówkach za hashtagiem #detokscukrowy2017 na Instagramie zadaję sobie pytanie, czy życia mi starczy, by przygotować wszystkie propozycje dań, które chwyciły mnie za żołądek. Jest zdrowo, stymulująco, smacznie i prosto. Jeśli ktoś jest ciekawy zasad, to odsyłam do kompendium wiedzy na ten temat na blogu cookitlean. Swój detoks cukrowy połączyłam z dietą fodmap, więc musiałam dostosować niektóre punkty pod siebie i swoje potrzeby. To ważne, by umieć podejść do tego elastycznie i nie robić sobie krzywdy. Ze względu na fodmap musiałam m. in. wyrzucić z jadłospisu dynię piżmową i buraki, co było jednym z podstawowych źródeł węgli - a tych, ze względu na inne dolegliwości, obciąć zupełnie nie mogę. Dlatego jest u mnie więcej zbóż w postaci ryżu, komosy ryżowej i kaszy gryczanej bez których normalnie mogłam się obejść. Dla mnie detoks jest szczególnym czasem, który pozwala mi na ograniczenia "smaka" na słodkie lub zwykłe kompulsywne jedzenie z nudy. Jedząc zdrowe, odpowiednie dla siebie produkty lub legalne słodycze też można popaść w przesadę. Ponadto to świetny trening asertywności i silnej woli. Nie skręca mnie wewnętrznie z zazdrości, jeśli ktoś pije przy mnie alkohol, pożera ciastko lub smaruje pajdę chleba masłem. Wierzę, że jeśli jesteś w stanie przeciwstawić się własnym zachciankom i ograniczeniom, to nie ma możliwości, by ktoś inny wszedł Ci na głowę - w jakiejkolwiek sferze życia. 

Poniżej spis posiłków, które pojawiły się na moim talerzu w zeszły weekend.


W weekendy stawiam na jajka. Każdy dzień zaczynam od wody z cytryną i imbirem. W sobotę raczyłam się jarmużem i papryką duszonymi na oleju kokosowym i paroma plastrami szynki parmeńskiej z bardzo dobrym składem oraz sadzonym jajkiem. W niedzielę podobnie - jarmuż, tym razem z pomidorem i resztką szynki parmeńskiej, ale jako dodatki do paleo jajecznicy: białko ścinamy, a żółtko dodajemy na samym końcu (najlepiej zdjąć patelnię z ognia) pozwalając by było jak najbardziej płynne. Do smażenia, również użyłam oleju kokosowego. Dużych ilości oleju kokosowego. Obydwie pozycje doprawiłam solą i oregano.


Kuloodporna kawa z mlekiem i olejem kokosowym (z ubitą na sztywno pianą z mleka kokosowego, ha! Naprawdę się da!) może zastąpić pełnoprawny posiłek, dlatego to ona padła moim wyborem na sobotnie drugie śniadanie. O moim związku z kawą można napisać książkę i rozstanie z nią na prawie rok jest najlepszy przykładem, że mogę wszystko, a hektolitry kawy nie są mi potrzebne do funkcjonowania. Do smaku, to rzecz inna. Powróciłam do picia kawy częściej niż raz w tygodniu, po wizycie we Włoszech, gdzie urlopowy nastrój poluzował moje zasady. Nie uważam, że przegrałam - już nigdy nie wrócę do takich ilości co kiedyś, ale za to bardziej doceniam smak i urok tego napoju. Obecnie kawa kojarzy mi się z wyjątkowymi chwilami relaksu, wyjściami do kawiarni i przyjemnie spędzanym czasem z bliskimi. Czystożercy w swej manii zdrowego jedzenia często zapominają o tak ważnym społecznym aspekcie jedzenia i tego, jak wspólne posiłki łączą ludzi. Na pewno więcej szkody i stresu przysporzy Ci twoja kwaśna mina w restauracji i wykład na temat szkodliwości każdej pozycji w karcie dań (co również na pewno zważy atmosferę wśród twoich współtowarzyszy), niż kreatywne podejście do menu, prawie zawsze dające się wyrzeźbić pod siebie i małe espresso wypite z bliską Ci osobą.

W niedzielę postawiłam na sałatkę z komosy ryżowej, z ogórka, rukoli z dodatkiem soku z cytryny, oliwy z oliwek extra virgin, soli i słodkiej papryki. To również świetna propozycja posiłku do pracy w formie drugiego śniadania. 


Obiad z soboty był dość zachowawczy i prosty. Stek z antrykotu  na maśle klarowanym, sałata z oliwą z oliwek extra virgin, kiszony ogórek i rzodkiewka. Gdzieś tam migają wstążki z marchewki. Oczywiście kawał mięsa okazał się za duży - nie wiem, dlaczego myślałam, że zjem choć połowę tego kawałka. Przygotowując go miałam w głowie mój osobisty challange o staniu się mistrzem w przyrządzaniu steków. Niestety dziwnym trafem wyszedł rare, a nie medium - z dwojga złego lepiej w tę stronę. Nie byłam też do końca zadowolona z wybranego mięsa - na stoisku wydawał się jaśniejszy, a w domu okazał się ciemnoczerwony.

W niedzielę postanowiłam przygotować podroby. Udało mi się dorwać na bazarze gęsie żołądki, więc obgotowałam je w rosole, a potem poddusiłam na patelni z masłem klarowanym, majerankiem i czosnkiem niedźwiedzim. Do tego upieczona biała rzodkiew, sałata rzymska z oliwą i cytryną oraz kiszonki z marchewki i pietruszki.


Przekąska poobiednia pokryła się w obu dniach: bulion. Czy może być bardziej rozgrzewającego w zimowe dni? Może. Zupa na bazie bulionu.


Sobotniego wieczoru raczyłam się zupą marchewki i pietruszki z dodatkiem cytrynowo-imbirowego syropu oraz trochę większą niż przydziałowa dawka komosy ryżowej w ciągu dnia (pamiętasz? Trzeba być elastycznym!). Za to niedzielę zamknęłam przyjemnym akcentem, czyli pieczonymi kasztanami.

Ważne są również płyny - min. 1,5 litra wody i dodatkowo parzona mięta i szałwia to idealnie dopełnienie detoksu.

Detoks cukrowy można przeżyć bardzo smacznie - po tygodniu zapominasz, że istnieją jakieś ograniczenia, bo zapominasz o produktach, których należy unikać. Jest tyle innych do wyboru, że skomponowanie z tego posiłku jest pestką! Pomijając ograniczenia na słodkie mój codzienny jadłospis nie różni się wiele od detoksowego. Powtórzę również, że każdy jest inny i musi dostosować ogólne zasady do swoich potrzeb, dolegliwości i możliwości. Ja wiem, że sobie nie szkodzę, bo od ponad trzech lat, raz na pół roku robię badania i nie jest to tylko morfologia, a cała lista wskaźników, o których przeciętny Kowalski nigdy nie słyszał. Ponadto, zmiana nawyków żywieniowych to jedna rzecz, a wizyty u dobrego i zaufanego lekarza specjalisty przy problemach wykraczających po za dietę, to druga. Tak czy inaczej, detoks broni się sam. Dlatego wyluzuj, przejrzyj swoją lodówkę, określ czego Ci potrzeba psychicznie i fizycznie oraz zastanów się, czy czegoś nie warto zmienić - zarówno w jadłospisie i stylu życia.

Powyższy artykuł ma wymiar edukacyjny i nie może być traktowany jako porada lekarska. Autorka nie jest dietetykiem, lekarzem, naturopatą i nie bierze odpowiedzialności za sposób wykorzystania umieszczonych w nim informacji przez odbiorców.

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj