Gdzie się Pani widzi za dziesięć lat?

29 stycznia

Pierwszy raz od bardzo dawno postanowiłam wypisać wszystkie rzeczy, które zamierzam osiągnąć w tym roku. Mówiąc szczerze, pomijając głupie i niemierzalne cele wypowiadane o północy, w stylu "muszę schudnąć", "muszę czytać więcej", "muszę ograniczyć bezproduktywne zajęcia", nigdy nie wypisywałam sobie celów na nowy rok. Ta światowa obsesja noworocznych postanowień zawsze skutecznie mnie od tego odstraszała. Wieczne "będę ćwiczyć" przywitane salwą podśmiechujek ze strony odbiorców skutecznie demotywowało mnie do dalszych działań. Wiadomo, nowy rok, siłownie pełne, a z początkiem lutego jest wreszcie czym tam oddychać. Potem pozostaje tylko tarzać się w grajdole porażek z innymi, którzy tak, jak ja nie dowieźli swoich postanowień dalej niż za luty i narzekać, że świat znowu im nie sprzyjał. Nieciekawa wizja, więc po co do tego mitycznego, nowego początku dokładać sobie zmartwień? Może lepiej zastosować let it go, jakośbędzizm, możesamosięudaizm, bo przecież jak bardzo chcesz, to cały świat po kryjomu... Yeegrrh. Stop. Nie ta bajka.


Znacie to standardowe pytanie z rozmów kwalifikacyjnych "gdzie się Pani widzi za dziesięć lat?". Jest obmierzłe, sztywniackie i w sumie nie wiadomo czemu służy, bo co ja jestem, wróżka? Skąd mam wiedzieć? Dziesięć lat temu nie planowałam, że będę mieszkać w wielkim mieście, mieć fantastycznego męża, pracować w międzynarodowej firmie, robić to, do czego ściśle się wykwalifikowałam, wynajmować mieszkanie o ludzkim metrażu w fajnej okolicy, a oszczędności wydawać na książki, bilety do kina i zagraniczne podróże. Nie wiedziałam, że będę mieć problemy zdrowotne, które nauczą mnie pokory, wyrzeźbią silną wolę i asertywność. Nie planowałam nauczyć się wielu rzeczy, w których staję się co raz lepsza. Dziesięć lat temu miałam siedemnaście lat, byłam w drugiej klasie liceum i ciągle wierzyłam, że jestem na tyle przebojowa, by zostać zostać dziennikarką jakiegoś codziennika, moim ulubionym przedmiotem była historia i marzyłam o wygraniu olimpiady historycznej, starałam się hobbystycznie zajmować się fotografią, ale tak naprawdę większość dni spędzałam prokrastynując. Patrząc z perspektywy czasu miałam cholerne szczęście, bo nie włożyłam niesamowitego wysiłku, by mieć to, co mam. Nie planowałam nic tego, co mnie spotkało, a jednak wyszło z tego dużo dobrego. Dużo było w tym niesamowitego przypadku i pracy, którą wykonywałam usilnie wierząc, że do niczego nie prowadzi. Chciałoby się powiedzieć, "więc jednak styl bycia let it go jest ok". Nie rozczarujesz się, a może i pozytywnie zaskoczysz. W definicję tej postawy wpisane jest ryzyko, ale przecież trzeba odrzucić ten pęd, ten stres, sztywne ramy życia według punktów, let it go! Tak?


Nie. Nic bardziej mylnego.

Mam teraz tyle samo czasu, co przez ostatnie dziesięć lat. Dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu, dwanaście miesięcy w roku. Do tej pory pozostawiałam wiele rzeczy przypadkowi, ale teraz postanowiłam mieć większą kontrolę nad podejmowanymi przeze mnie działaniami i nie tylko wykorzystywać okazje, ale je sobie stwarzać. Nie zrozumcie mnie źle. Nie żałuję żadnej rzeczy w moim życiu. Wszystko, co mnie spotkało doprowadziło mnie do tego miejsca, więc jak mogę myśleć, że "jakbym postarała się bardziej...". Nie babram się w przeszłości i paradoksalnie nie myślę o przyszłości - skupiam się na dzisiejszym dniu, na tym by nie żyć do piątku, do świąt, do wakacji, do emerytury.

Zdałam sobie sprawę, że oprócz stałych rzeczy, które w życiu są najważniejsze, jak zdrowie, szacunek, miłość, zrozumienie, przyjaźń istotny jest też czas, który jest nie do przecenienia i jest jednym z tych surowców, który wyczerpuje się bezpowrotnie. Bez sensu jest dać mu popłynąć swoim torem, licząc, że jak coś Ci jest pisane, to na pewno się uda. Może, ale nie musi i to jest w tym straszne. Wypełnienie teraźniejszości priorytetami i celami, które są dla nas ważne, dużo bardziej rzeźbi przyszłość. Krzysiek Gonciarz powiedział, że "jak nie wychodzi, ale się zapierdala, to i tak wychodzi", więc nie należy bać się jasno sobie powiedzieć, co chcesz robić i po prostu zacząć to robić. Po szczerej rozmowie z samym sobą, można z powodzeniem określić, kim chce się być za dwa, za pięć, za dziesięć lat i jak najbliższy rok ma w tym pomóc. To świetny rozkład jazdy, który absolutnie nie jest wtłoczeniem się w sztywne ramy kapitalistycznego świata, gdzie trzeba zająć miejsce w określonym wózku i pozwolić innym nim sterować. To jest TWÓJ, indywidualny rozkład jazdy, skrojony pod Ciebie i twoje potrzeby, niezależny od modnych postanowień całej ludzkości. Zabawnym jest, że niejednokrotnie zaplanowanie tego pozwala na znalezienie odpowiedzi, czym chcesz zajmować się w życiu również zawodowo - a ten dylemat jest piaskiem w zębach dla wielu młodych ludzi po studiach odkrywających, że nienawidzą tego, co robią.



Wygospodaruj dwie, trzy godziny w ciągu dnia i odseparuj się od aktualnej sytuacji, w której jesteś - odkryj się przed sobą niczym na mikroskopowym szkiełku w laboratorium. Wypisz wszystko to w czym jesteś dobry lub chciałbyś być lepszy. Wypisz wszystko to czego potrzebujesz do szczęścia i zastanów się, czy na pewno potrzebujesz tego ty, czy może są to pragnienia twoich znajomych, banku, szefa, mediów, reklamy i portfela. Połącz potrzeby z umiejętnościami - na pewno dużo rzeczy spoi się, jak puzzle. Teraz tylko odnieś to do aktualnej sytuacji i... działaj! Rozłóż cele na mniejsze etapy, jasno określ oczekiwany rezultat, wytycz sobie terminy. Nie macie pojęcia, jaką frajdę sprawia wypełniane celów, w które sami sobie wybraliśmy i które wiemy, że są dla nas dobre. Nie musisz być kolejną sfrustrowaną osobą, która odhacza z jękiem ulgi kolejne punkty ze światowej listy "schudnę, będę czytać pięćdziesiąt dwie książki rocznie, przebiegnę maraton, będę jeść jaglanki, zmienię dietę na pudełkową, zrobię prawo jazdy, będę fit, przestanę wydawać pieniądze na pierdoły (...) itd.". Koniec końców okazuje się, że najbardziej w życiu pragniesz nauczyć się lepiej szydełkować, bo marzysz o otworzeniu firmy z ręcznie robionymi swetrami.

Wystarczy tylko zdać sobie z tego sprawę i wtedy tytułowe pytanie przestanie być taką niewiadomą.

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj