Kokosanka

06 grudnia

Minimalizm, tak powszechny, tak bardzo praktyczny, tak bardzo uniwersalny i nie wychodzący z mody, towarzyszy mi również w przygotowywaniu posiłków. Już dawno nie robiłam "nic wymyślnego", jakichś sajgonek, małż, surówek z egzotycznych warzyw, których przygotowanie zajmuje sporą część czasu, jaki został zarezerwowany na tzw. odpoczynek. Mimo, że przygotowywanie posiłków nie wymaga ode mnie wielkiego wysiłku nadal zdarza mi się słyszeć komentarze "podziwiam, że Ci się tak chce...". Nie wiem co mam wtedy odpowiedzieć, bo na talerzu mam surówkę ze startej marchewki, poszarpaną sałatę, awokado z imbirem i rybę na parze. Albo danie z jednego garnka. Albo zupę krem z dwóch warzyw i bulionu. Prosto, szybko, smacznie, tanio i na pewno nie można tu podziwiać wysiłku w to włożonego, bo go, ekhem, nie ma.

Jeśliby spojrzeć na to z perspektywy podziwu dla prostoty, to faktycznie można to rondo kapelusza uchylić. W trakcie tygodnia nie zaprzątam sobie głowy szukaniem niezbędnych produktów i nie węszę w sklepach i na targach z listą produktów potrzebnych w przepisie. Nie trzymam się ich sztywno - jeśli akurat nie mam w lodówce ogórka, nie rzucam wszystkiego i nie biegnę po niego. Improwizacja nauczyła mnie kilku nowych rozwiązań kulinarnych, pozwoliła odkryć nowe połączenia smaków, trzyma w ryzach mój portfel i chroni przed marnowaniem jedzenia. Mnie wystarczy baza w postaci rosołu, jakiegoś mięsa, dwóch-trzech warzyw, kilku przyprawach, cytrynie i już można skomponować coś fajnego. Ze słodkimi rzeczami też jest prosto: pokrojony banan, miód, karob i trochę oleju kokosowego. Chcesz nutellę? Zblenduj wszytko, co wymieniłam. Przykładów można mnożyć i naprawdę w 90% przypadkach najprostszy posiłek będzie tym idealnym.

 


W minioną sobotę, chcąc nie chcąc przypomniałam sobie najprostsze drugie śniadanie świata, po tym, jak próbowałam wyczyścić szafkę z resztek przeróżnych mąk. Bywa i tak, że twoje chęci zrobienia czegoś wow, okazują się odwrotnie proporcjonalne do efektu, jaki potem jawi się twoim oczom. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak spuścić wszystko w toalecie. Po tej porażce mój wzrok padł na mleko kokosowe, którego świeżość już niechybnie zbliżała się do pewnej granicy, a że po pierwsze: nie marnujemy jedzenia!, przypomniał mi się przepis na kokosankę. Wystarczy szklanka mleka, trochę mąki kokosowej, którą każdy paleowiec powinien mieć pod ręką i dodatki, które akurat ma się w szafkach. Do kokosanki postanowiłam jeszcze upiec trochę owoców, których miałam zdecydowany nadmiar. Jabłka faszerowane bananem, śliwką i truskawką, posypane migdałami, cynamonem, z polewą z oleju kokosowego i karobu, wyjeżdżające prosto z piekarnika, to kwintesencja późnej jesieni lub wczesnej zimy, a jeśli nie możemy zdecydować się na porę roku, to na pewno około zerowych temperatur.

 



Kokosanka
1 szklanka mleka kokosowego
kilka łyżek mąki kokosowej
1 łyżka oleju kokosowego
dodatki: owoce (świeże lub suszone), orzechy, karob/kakao, cynamon,
wiórki kokosowe, miód, zdrowe słodziwa, wanilia itd.

Podgrzej mleko, stopniowo dodawaj przesianą mąkę kokosową i cały czas mieszaj, by nie robiły się grudki. Uważaj i kontroluj konsystencję, ponieważ mąka kokosowa bardzo absorbuje płyn, więc może wyjść nieciekawa papka. Najlepsza konsystencja to coś podobnego do kaszki manny. Nie staraj się doprowadzić do wrzenia - kokosanka ma być po prostu ciepła. Dodaj olej kokosowy, wymieszaj, przelej do miseczki i dodaj to na co masz ochotę.

Smacznego!


 




  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj