Błyski

19 grudnia

Mój ulubiony czas w roku pędzi tak, że zanim się spostrzegę, ktoś wypowie sakramentalne "święta, święta i po świętach". A to wielka szkoda, bo czekam na te kilka dni wyciszenia się, zupełnie jak dzieciak, którego co roku fascynują te same świąteczne ozdoby, girlandy lampek, świąteczne ciasta, iluminacje przy głównych ulicach miast, prószący śnieg, odgłos rozpakowywanych upominków, których szukanie i dobieranie dla bliskich wspomina się, jako miłe doświadczenie, a nie wrzód na żołądku. Czekam na uśmiechniętych ludzi, przejawy dobroci, moje jakieś takie wewnętrzne bitwy o bycie lepszą - bo kiedy, jak nie teraz, rozmówić się ze samym sobą? Niby można zawsze, ale końcówka roku opakowana w szeleszczący celofan, pachnąca cynamonem i goździkami rozmiękcza i sprawia, że wypatruję tego spotkania, jak wizyty przyjaciela z dawnych lat. Może być na początku trochę nieswojo i sztywno, ale ostatecznie kiedyś dzieliśmy niezły kawał życia, więc na pewno odnajdziemy choćby i wątłą, łączącą nas nić. Czekam. Czekam przeokrutnie i w tym oczekiwaniu zatracam się, prześlizguję wzrokiem, wylatuję poza orbitę, jestem gdzieś obok atmosfery, patrzę i patrzę, ale jakoś nie współodczuwam - czemu, no czemu, czemu jeszcze nie mogę się temu zupełnie poświęcić? Co stoi na przeszkodzie? Ten moment zaraz uleci, jest tak mało czasu, a ja mogę tylko czekać.

A tak naprawdę nie ma na co czekać, bo przecież to już teraz.






To niezamierzone zawieszenie gdzieś obok to chyba produkt już zatraconej umiejętności skupienia się i refleksji, którą - zdaje się - odbębniam, by potem czuć niedosyt i wcale nie taki irracjonalny lęk przed odbijaniem się od tego, co istotne - zupełnie jak z ludźmi w tłumie oraz traceniem z oczu słabych błysków pochodzących z migoczącej palety "ważnych rzeczy". Nie wychodzą te spotkania z samym sobą, przegapiam te chwile i chyba za bardzo żyję tak, by nigdy nie powiedzieć "byle do piątku". Grafik pęka w szwach - grafik pracownika, grafik osoby bliskiej swoim bliskim, grafik pasjonatki kina i dobrych książek, grafik młodej adeptki kulinariów i fotografii oraz tryliarda innych postaci we mnie, którym użyczam okien na świat, rąk do pracy oraz głowy. I niby wiem, co jest najważniejsze, niby czuję podskórnie, co jest priorytetem, niby wiem, że teraz - jak co roku - jest dobry moment by się zatrzymać i pomyśleć, jak to poukładać sobie dalej, a ta niemożność skoncentrowania się na własnej głowie i potrzebach sprawia, że wszystko jest rozmyte i dalekie od realizacji. Ilość atakujących bodźców, chcących być wziętych przed oblicze mojej nadwyrężonej i zmanipulowanej uwagi jest niewyobrażalnie ogromna i ukrycie się gdzieś w chatce w Bieszczadach przestaje być tylko głupią i naiwną mantrą korporacyjnych pracowników. Wypośrodkować, być slow, odnaleźć złote punkty biegnących w Nas równoważni by osadzić je na solidnych podstawach, to umiejętności niezbędne do obsługi nas samych oraz rzeczywistości.






Tego wszystkim i sobie życzę - oczywiście z banalnym postscriptum "nie tylko od święta". Bycia skupionym na swoim wnętrzu, ponazywaniu wszystkich kolorów i świateł Was wypełniających, połączenia kropek i ustalenia na co spożytkować te zasoby energii. Zawsze warto zacząć od siebie, bo jakby każdy był poukładany i szczery z samym sobą, świat nie wyglądałby właśnie tak, jak główne strony informacyjnych serwisów. Trzeba złamać to zaklęcie pędu, nieuwagi, pozornego chłonięcia świata, bo stąd już o krok do po cichu usprawiedliwianej, mentalnej konsumpcji, niepokoju, poczucia przemijania rzeczy najważniejszych, iluzji spełnienia i marazmu. Spokoju i odwagi, by go osiągnąć - tego życzę.






  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze

Szukaj